|
Literacko-Teatralna Grupa Artystów Domokrążnych
Literacko-Teatralna Grupa Artystów Domokrążnych - z czym to się je?
Grupa Literacko-Teatralna istniejąca pod tą nazwą swój pierwszy spektakl zaprezentowała 3 lutego w rybnickiej księgarni-antykwariacie "Tania Książka". Tworzy ją grupa rybnickich studentów Uniwersytetu Śląskiego związanych z Kołem Znawców Współczesności MODERN_ART.
Co się stało z naszym miastem? Krótki rys kulturalny.
Miasta to ludzie i energia. Czy ta energia nie pochodzi od tych związanych z kulturą? Czy oni ją wożą wszędzie za sobą? Skąd oni ją mają? Tuwim z Łodzi, Szymborska z Kórnika, Krynicki z Poznania, Maliszewski (jeśli wierzyć- z Rudy Śląskiej), a co (a raczej kto?) z Rybnika?
Malkontenci powiedzą: nikt i nic. Bo wg nich nic się w Rybniku nie dzieje. Bo to nie Kraków, Poznań czy Wrocław. Bo nie da się zrobić czegoś z niczego. Nie ma cudów.
A jednak… Coś się dzieje. Głównie w miejscach, których działalność jest ukierunkowana "kulturalnie". Ale Domy Kultury i Fundacja Elektrowni Rybnik siłą rzeczy nie są w stanie z otwartymi ramionami przyjąć wszystkich, którzy chcą "coś" robić. Biorąc pod uwagę ilość imprez kulturalnych, wydawać by się mogło, że kultura tutaj żyje i ma się dobrze. Obok grup posiadających własnych animatorów kultury, kształtuje się nowe pokolenie. Młodzi ludzie, którzy naprawdę CHCĄ działać. W sposób amatorski, w większym, mniejszym gronie, pisząc, tańcząc, śpiewając, występując na scenie. Te osoby przede wszystkim wiedzą, że (nie działając z ramienia ww instytucji) w Rybniku, żeby zrobić to COŚ trzeba nie tylko to zrobić, ale zająć się wszystkim innym, a więc: znaleźć miejsce, zająć się organizacją, skombinować elementy wystroju, zaprosić ludzi (bo sami od siebie rzadko kiedy przychodzą) i niejednokrotnie zainwestować własne środki finansowe. Tak powstają literackie grupy, garażowe zespoły, tomiki poetyckie do szuflady, częstokroć wydawana własnym nakładem finansowym i… domokrążne teatry. To, że działają niezależnie jest wielkim plusem. Inna rzecz, że indywidualistom nie sposób przegadać. Najlepiej dać im wolną rękę. I nie martwić się o to, że jak grzyby po deszczu wyrosną samozwańcze teatry, samozwańczy poeci, czy grupy muzyczne bez talentu. Widzowie, słuchacze, czytelnicy ocenią, ile warta jest każda "działalność".
Jako, że słowotoki to moja specjalność: wróć. Miasta to ludzie i energia. Ludzka energia.
Miłe złego początki…
Swego czasu w pięknym mieście zwanym Rybnikiem spotkało się paru studentów UŚ, którzy między jednym a drugim kolokwium, w uczelnianym barku, powiedzieli sobie: dlaczego by nie? Tydzień później na spotkanie przyszło kilku studentów i licealistów. Marcin K. odegrał swój monodram, ja wymusiłam na nim, by "uwielbiał" uwielbianego przez mnie Marcina Barana i zgodził się odegrać spektakl w oparciu o jego poetyckie teksty. Spotkanie dwóch Marcinów (wewnątrztekstowe oczywiście) z nutką perwersji, spowodowało, że oto i Asia A. i Ania M. postanowiły dodać swoje teksty. Tak do Marcina dołączyły dziewczęta z tekstami Boya-Żeleńskiego i Stanisława Grochowiaka. I tak powstał poetycki montaż. I tak powstała nasza grupa. Powstała głównie dlatego, że spotkali się ludzie (jakby nie było - w większości filolodzy), którzy mają uosobienie piśmienno-czytelnicze.
Co czytać, o czym pisać, w co się bawić…?
Pisanie nasze jest formalnością. Czytanie koniecznością. Dzięki lekturze i własnemu skrobaniu o papier wszyscy tworzymy zapis ciągły, który potem wykorzystujemy podczas występu. Wedle zapachu wrażeń.
Artyści Domokrążni chcą tworzyć spektakle w oparciu o literaturę na wysokim poziomie, w oparciu o teksty pisarzy, pisarek wybitnych, tych, którzy ich a jakiś sposób fascynują, tych nienależących do twórców tzw. literatury środka. Stąd teksty Marcina Barana, Charlesa Bukowskiego, J.M. Coetzee'go, Stanisława Grochowiaka i in. Bo występy Spontanicznej Literacko-Teatralnej Grupy Artystów Domokrążnych mają przyciągnąć nie tyle WIELKĄ WIDOWNIĘ, co inteligentnych czytelników. Bo grupa ta, jako, że działa z ramienia Koła Znawców Współczesności MODERN_ART (a jest to koło czytelników literatury współczesnej), kładzie nacisk głównie na tekst. A on nie może być byle jaki, bo służy wymyślaniu scenicznego świata. Bo (tak myślę) nie można założyć, że obłapianie atrakcyjnej scenicznej partnerki odwróci uwagę od niezbyt trafnie dobranego tekstu. Bo niedociągłości na płaszczyźnie słownej, tekstowej, nie zatuszuje ruch sceniczny. W Teatrze Spontanicznym spontaniczny jest tylko ruch (bo taki jego urok), ale na pewno nie scenariusz.
Premiera…
Premiera Perwersyjnego Spektaklu Spontanicznego miała miejsce 3 lutego br. w Księgarni-Antykwariacie Tania Książka przy ul. Gliwickiej w Rybniku i od tego dnia księgarnia ta stała się bodaj największym sprzymierzeńcem naszej "samozwańczej" (a jakże) grupy teatralnej.
Występ uświadomił mi kilka rzeczy. M.in. to, że spektakle naszej grupy (której ja jestem - ze względu na całkowity brak talentu aktorskiego oraz wielu innych - menadżerem, suflerem i Dobrym Duchem) długo jeszcze nie będą spektaklami przeżywanymi i zapamiętywanymi przez ludzi stykających się z wielką sztuką. Bo fakt faktem - pewne niedociągłości można tuszować ogromnym zaangażowaniem i chęciami, a od nich niedaleko do piekła… i do swoiście rozumianej prawdziwej sztuki. Artyści moi drodzy, odważę się powiedzieć, że czasem, aby móc nazwać się artystą, trzeba umieć zdobyć się na niemały heroizm i wzorem studentów-artystów, włączyć luz. Bo w tym szaleństwie jest metoda. Teoria dla malkontentów: dzięki tej metodzie może kulturze nie przyjdzie wyzionąć ducha w tym nieprzychylnym dla niej (wg was) mieście?
Wy tam, my tu…
Występować można w knajpie, owszem, dlaczego nie? Więc dlaczego Marcin, Ania i Asia nie wystąpili w jakimś pubie? Bo księgarnia wydała się im miejscem dużo ciekawszym, nie tylko ze względu na scenerię. W pubach ludzie głównie piją piwo i rozmawiają. Spektakle, na które często trafiają "przypadkiem" nie powinny im odbierać tej przyjemności. W księgarni wszyscy obecni przyszli świadomie na występ. Piwo i rozmowy były nieco później.
Artyści (tak, tak, nawet w Rybniku) są nieustannie wprzęgani w tryby jakiejś dziwnej "kultury", różnie przez różne osoby rozumianej.
Zasada moja jest taka: teatr spontaniczny jest teatrem od tej kultury niezależnym. Sam sobie sterem, żeglarzem i okrętem. Dlatego nie powinien pchać się ze swoja niezależnością na pierwsze strony gazet, czy na imprezy masowe. Nie dlatego, że się nie nadaje, ale dlatego, że nie tędy droga. Nic na siłę. Występować należy głównie dla tych, którzy chcą patrzeć i słuchać. Tyle.
Tekst: Beata Pyrek
2007-08-19 [ArtForum]
|