|
Eugeniusz Kluczniok
Autor (scenarzysta, producent, reżyser oraz aktor - w jednej osobie) trzech pełnometrażowych filmów ("Jak przed wojną", "Msza" i "Kantpol"). Rozgrywające się w scenerii Górnego Śląska obrazy Eugeniusza Klucznioka wielokrotnie były wyróżniane i prezentowane w różnych stacjach telewizyjnych (m.in. w emitowanym na żywo przez TVP Kultura programie Grażyny Torbickiej - z udziałem legendy polskiego kina, Kazimierza Kutza).
Po raz pierwszy z planem filmowym Eugeniusz Kluczniok zetknął się - zupełnie zresztą przypadkowo - jeszcze w latach osiemdziesiątych, w trakcie kręcenia popularnego niegdyś serialu "Rodzina Budników". Ciąg dalszy tej historii dopisało życie dopiero po kilkunastu latach - kontakt z Eugeniuszem Kluczniokiem nawiązali wówczas członkowie rybnickiego Klubu Filmu Niezależnego. Grupka osób związanych z KFN zgłosiła się pewnego dnia z propozycją zamieszczenia jednej z piosenek artysty w tworzonym amatorskimi środkami serialu przeznaczonym do wyemitowania w Śląskiej Telewizji Kablowej. Wkrótce potem pojawiła się potrzeba zagrania roli w filmie - epizodzie, do którego znakomicie nadawał się właśnie Eugeniusz Kluczniok.
Doświadczenie to rozbudziło zainteresowanie niezależnym kinem, choć krystalizująca się stopniowo koncepcja rozwijała się w nieco innym niż KFN kierunku - kreowania własnej wizji filmu skoncentrowanego głównie na realnych problemach obecnych w otaczającej nas rzeczywistości. Piszący dotąd wyłącznie teksty piosenek i muzykę autor spróbował swoich sił w nowej dla siebie sztuce: scenopisarstwie. Opracowany scenariusz okazał się na tyle obiecujący, że autor zwrócił się do swojego przyjaciela z estrady, znanego aktora i piosenkarza, Grzegorza Stasiaka z prośbą o udział w planowanym filmie. Ten zgodził się, podobnie jak kilka innych osób, które również wyraziły ochotę na swój udział w projekcie. Do powstającego zespołu dołączyli następnie realizatorzy z KFN i prace nad przedsięwzięciem ruszyły w ostrym tempie. Kilka miesięcy później gotowy był już pierwszy film Eugeniusza Klucznioka: "Jak przed wojną" (2004).
Przypadkowo na premierze pojawił się znany reżyser Kazimierz Kutz. Obejrzawszy projekcję, nie mógł wyjść ze zdumienia, że amatorskiemu zespołowi udało się stworzyć dzieło o rozmachu scenicznym, jakiego pozazdrościć może wielu profesjonalnych reżyserów. Natychmiast zadeklarował swoje poparcie dla rozpropagowania filmu, zwłaszcza, że bezpośrednio obraz dotyka problemów współczesnego Śląska, a więc spraw bardzo mu bliskich, bynajmniej nie tylko z racji sprawowanego mandatu senatorskiego. Jedną z form wsparcia słynnego reżysera było zaproszenie do emitowanego na żywo programu prowadzonego przez Grażynę Torbicką w TVP Kultura - zdarzenie o tyle ważne, że dzięki niemu film mieli okazję obejrzeć widzowie w całej Polsce (i nie tylko, zważywszy na obecność TVP Kultura na platformach cyfrowych).
Niejako "z rozpędu" stworzony został następny film pt. "Msza" (2005). Nowe dzieło miało zupełnie inną formę narracji niż ":Jak przed wojną". Nie ma tu zwartej struktury dramaturgicznej - obraz składa się z kilku powiązanych wspólnym wątkiem nowel, budowanych głównie w oparciu o wspomnienia Eugeniusza Klucznioka, jego doświadczenia zbierane w okresie blisko czterdziestu lat pracy na kopalni.
Rok później (2006) zrealizowana została najnowsza produkcja autora: "Kantpol", pokazująca w krzywym zwierciadle zjawiska typowe dla współczesnej rzeczywistości. Obok aktorów znanych z poprzednich filmów, można tu zobaczyć m.in. Jerzego Cnotę (wykonawcę znakomitych ról na przykład w kultowym już obecnie tryptyku Kazimierza Kutza o Górnym Śląsku czy popularnego serialu "Janosik").
Obraz zakwalifikował się do prestiżowego festiwalu filmowego w Gdyni - co samo w sobie stanowi poważny sukces, zważywszy na ogromną ilość zgłoszeń niezależnych produkcji filmowych spływających do organizatorów z całej Polski (oczywiście większość z nich zostaje odrzucona). Sukces tym większy, że dialogi w filmie wykonywane są wyłącznie w języku śląskim, a więc w dużej mierze niezrozumiałym dla jurorów i gdyńskiej publiczności.
Filmy Eugeniusza Klucznioka odbiły się głośnym echem w świecie miłośników dobrego kina, zwłaszcza w środowisku związanym z filmem niezależnym - dobitnym tego dowodem są liczne pisma spływające do autora pocztą elektroniczną z całego niemal świata, również z tak odległych krajów, jak na przykład Stany Zjednoczone czy Australia.
Ponieważ kopie filmu celowo nie są zabezpieczane (jak to ma miejsce w przypadku produkcji komercyjnych), w szybkim tempie "rozmnażają się" dzięki prywatnym nagrywarkom DVD oraz możliwości (zupełnie legalnego) ściągania plików z Internetu - w efekcie obecnie trudno nawet w przybliżeniu określić, jak wielka rzesza widzów miała okazję je zobaczyć.
Wszystkie obrazy Eugeniusza Klucznioka - choć różne w formie - łączy z pewnością kilka cech: dialogi mówione są przez aktorów językiem śląskim (podobnie jak pojawiające się w filmie piosenki), wszystkie dotyczą problemów Górnego Śląska, w akcję umiejętnie wplecione są wątki humorystyczne, a większość scen pochodzi "wprost z życia", stanowią opowiedziane językiem filmowym reminiscencje zdarzeń, jakie faktycznie miały miejsce. Tworzone przez autora obrazy są niezwykle realistyczne - w jednym z nich przedstawiona została na przykład scena jazdy górniczą windą, w realnym czasie i z zachowaniem najdrobniejszych szczegółów (prawdopodobnie to jedyna w polskim kinie tego rodzaju próba odtworzenia sytuacji, którą tysiące górników doświadcza każdego dnia pracy).
Filmy Eugeniusza Klucznioka trwają od 60 do 90 minut - mimo "pełnometrażowego formatu" ich akcję śledzi się z zapartym tchem.
Przygotowania do produkcji zajmują kilka miesięcy - podobnie jak samo kręcenie filmu. Często wielokrotnie trzeba powtarzać te same ujęcia, tak aby spełniły one założone cele. Wszystko odbywa się niemal bezkosztowo - potrzebne rekwizyty wykonywane są lub załatwiane we własnym zakresie, często trafiają na plan dzięki wsparciu różnych firm (zdarza się, że jedyną formą "zapłaty" za ich udostępnienie stanowi… udział w filmie prezesa, który wciela się w jedną z drugoplanowych ról). Specjaliści z branży oceniają koszt poszczególnych produkcji Eugeniusza Klucznioka - oczywiście gdyby powstawały one "normalnym trybem" - na co najmniej milion złotych. Trudno im otrząsnąć się ze zdumienia, kiedy dowiadują się od autora, że poniesione wydatki sprowadzają się do… "trzech kawałków kiełbasy zjedzonej na planie i kilku piw"!
Największych problemów organizacyjnych dostarcza nie tyle zgromadzenie niezbędnych rekwizytów czy sprzętu, co po prostu zebranie ludzi, wykonawców ról w jednym miejscu i czasie. W przypadku aktorów profesjonalnych problem praktycznie nie istnieje - jednakże zebranie osób, które pracują zawodowo, w różnych miastach rozsianych po całym Śląsku, stanowi już nie lada trudność.
W swoich filmach Eugeniusz Kluczniok pełni wiele różnych funkcji: od reżysera, autora scenariusza, wykonawcy jednej z głównych ról, producenta (praktycznie sam załatwia wszystkie sprawy organizacyjne), aż do autora ścieżki dźwiękowej - i to zarówno w warstwie tekstowej, jak i muzycznej!
Jedyne, czym nie zajmuje się bezpośrednio, to strona techniczna przedsięwzięcia (zdjęcia, dźwięk i montaż) - funkcje z tym związane przejął na siebie Mirosław Ropiak i kierowany przez niego zespół z Klubu Filmu Niezależnego.
Obsadzani w głównych rolach aktorzy często są profesjonalistami - w pełnym tego słowa znaczeniu (Grzegorz Stasiach, Jerzy Cnota). Pozostałe role wykonują amatorzy, choć część z nich miała już za sobą pewne doświadczenie aktorskie. Wszystkich łączy śląska kultura, znajomość regionu i języka, a także pasja do tworzenia filmu, dodajmy: pasja całkowicie bezinteresowna (żaden nie pobiera wynagrodzenia).
Każdy z uczestników filmu aktywnie go współtworzy. Scenariusze pisane są jedynie w formie pewnego schematu, dopełnianego następnie przez poszczególnych aktorów. Teksty często wygłaszane są zupełnie spontanicznie - dzięki temu filmy nabierają charakteru swoistej psychodramy, w której uczestnicy TWORZĄ własne role. Ważne jest, aby na planie każdy po prostu był sobą - tutaj nie praktykuje się żmudnego ćwiczenia przed lustrem odgrywanych ról.
Mimo rozwijającej się kariery filmowej, Eugeniusz Kluczniok nie zaprzestał swej wcześniejszej pasji: muzykowania. Nadal - podobnie jak przed wielu laty - wraz z zespołem "Kontrast" lub w innych zestawach muzyków, występuje na scenach (gra na gitarze basowej). Część z napisanych przez Eugeniusza Klucznioka piosenek znalazło się na ścieżce dźwiękowej jego filmów - jedna z nich wykonywana jest między innymi przez Jerzego Cnotę i Andrzeja Tolka Skupińskiego (legendy polskiego bluesa, autora tak znanych - nie tylko na Śląsku - utworów, jak "Gelynder Blues" czy "Dorka, Dorka"). Inne piosenki "krążą" po mnożących się ostatnio w cyberprzestrzeni radiach internetowych czy popularnych portalach pośredniczących w ściąganiu muzyki.
Pisane teksty piosenek dotyczą różnych tematów - jedne mają bardziej "poważny" charakter, odnoszą się do trudnych problemów społecznych, zwłaszcza dotykających Górnego Śląska, inne są zdecydowanie "lżejsze" w formie i mają na celu wyłącznie stworzenie dobrego klimatu na scenie i rozbawienie publiczności. Większość z nich pisana jest językiem śląskim.
Część z utworów Eugeniusza Klucznioka znalazło się na wydanej własnym sumptem płycie "Co nam zostało" (1998 rok) - tytułowa piosenka rozpoczyna film "Jak przed wojną".
Niezależnie od zainteresowań filmowych czy muzycznych, Eugeniusz Kluczniok zajmuje się również plastyką, głównie malarstwem. Inne pasje mają już raczej pozaartystyczny charakter - na przykład myślistwo (uprawia je od ponad trzydziestu lat).
Idea tworzenia filmów o Śląsku dla Eugeniusza Klucznioka stanowi w pewnym sensie formę wyrażania sprzeciwu wobec negatywnych zjawisk, jakie obserwuje w swoim otoczeniu. Zamiast protestować pod sejmem, wybrał inną drogę ekspresji - tworzenie artystycznego obrazu, który prowokuje do myślenia, pozwala dostrzec wiele problemów i skłania widza do aktywności - nie tylko wobec wielkich problemów społecznych. Filmy Eugeniusza Klucznioka pozwalają również dostrzec specyfikę kultury śląskiej, docenić jej wartość, piękno języka, głęboką mądrość zakodowaną w mentalności prostych ludzi, specyficzny urok, jaki odnaleźć można nawet w zdewastowanym przez kopalnie krajobrazie.
Zamiłowania artystyczne Eugeniusza Klucznioka w znacznej mierze wynikają z tradycji rodzinnych - w domu niemal wszyscy czynnie zajmowali się muzyką: ojciec grał na skrzypcach, matka na fortepianie. Ciekawostką jest fakt, iż mająca wiele swoich odgałęzień rodzina Klucznioków poszczycić się może niezwykle bogatą historią - jak pokazuje analiza dokumentów, to jeden z najstarszych rodów na Górnym Śląsku, z korzeniami sięgającymi XV wieku!
Eugeniusz Kluczniok pracuje nieprzerwanie od czterdziestu lat na terenie zlikwidowanej obecnie KWK "Dębieńsko" - w jednej ze spółek, które swego czasu wydzieliły się z kopalni. To właśnie tej firmie (a ściślej rzecz biorąc ludziom, którzy niegdyś tam pracowali) poświęcony był pierwszy film "Jak przed wojną". Ponad siedem lat pracował "pod ziemią", później - ze względów zdrowotnych, typowych dla górników dołowych - przeniesiony został "na powierzchnię".
Z wykształcenia jest elektrykiem - po zasadniczej szkole zawodowej (w Mikołowie).
Rodzina:
Żona, Lidia.
Córka, Joanna, absolwentka Akademii Rolniczej we Wrocławiu.
Eugeniusz Kluczniok urodził się w 1951 roku. Pochodzi z Dębieńska. Od 1978 roku mieszka w Rybniku na osiedlu Nowiny.
Kontakt:
+ 48 606 570 905
2007-07-02 [ArtForum]
|